Nasza Recenzja: Mother Russia Bleeds – naparzanka na sterydach

2017-01-04 15:45:38 (ost. akt: 2017-01-04 15:55:27)

Gry online

  • Goodgame Empire

    Goodgame Empire

    Goodgame Empire to wyśmienita gra strategiczna przygotowana przez GoodGame Studio. Zbuduj własny zamek, stwórz potężną armię i stocz epicką walkę z innymi graczami na dynamicznej mapie świata....

  • Goodgame Big Farm

    Goodgame Big Farm

    Wujek George zostawił Ci swoją farmę, niestety w kiepskim stanie. Używając swoich zdolności biznesowych i pomocy sąsiadów, rodziny i przyjaciół możesz zmienić zapuszczone podwórze w piękną...

  • Goodgame Poker

    Goodgame Poker

    Goodgame Poker to zupełnie nowe doświadczenie dla graczy. Goodgame Poker łączy wszystkie strategie, umiejętności i frajdę Texas Hold’em z dopasowanymi awatarami i nowym świeżym współczesnym...

  • Shadow Kings - The Dark Ages

    Shadow Kings - The Dark Ages

    Zbuduj własne miasto i dbaj o jego mieszkańców! Rozwijaj gospodarkę, zawieraj traktaty handlowe, szukaj nowych zasobów. Pamiętaj, że rosnąca metropolia to łakomy kąsek dla orków, goblinów i...

Autor zdjęcia: Mat. z gry "Mother Russia Bleeds" (Le Cartel)

Podziel się:

Nie ma w Polsce, a może i na świecie, gracza który choćby raz nie spotkał się z opinią o negatywnym wpływie gier na psychikę ludzką (a przede wszystkim dziecięcą). Gry kipią seksem, promują uzależnienia, ociekają krwią nagradzając za przemoc i zachowania patologiczne. Tak przynajmniej wydawać by się mogło czytając strony gazet opiniotwórczych. Jeśli więc ciekawi was skąd „obrońcy moralności” czerpią informacje na ten temat i co im po nocach spać nie daje - sprawdźcie Mother Russia Bleeds (MRB).

Dziecko studia Le Cartel to klasyczny Beat ‘em up 2d zrealizowany w konwencji charakterystycznej dla automatów lat '90, choć w o wiele mroczniejszym entourage-u. W MRB wcielamy się w jednego z czwórki bohaterów którzy zostają porwani a następnie poddani działaniu dziwnej substancji o nazwie „Nekro”. Fucha „myszy laboratoryjnej” nie jest nam jednak na rękę, więc próbujemy przedrzeć się przez setki wrogów ku upragnionej wolności zemście.

Po pierwszych kilkunastu minutach gry czułem się jakbym wylądował w świecie będącym narkotycznym twistem filmów serii „Resident Evil” i „Ucieczki z Nowego Yorku” a raczej „starej Moskwy”. Pikselowa grafika „kupiła mnie” od ręki – przypominając pierwsze automaty z lat młodości. Ogromne brawa należą się za projekt poziomów, postaci i przeciwników. Każda z poszczególnych lokacji ma swój niepowtarzalny styl graficzny wraz z odpowiednimi oponentami (więzienie – strażnicy itp.). Odczuwalne są również różnice pomiędzy możliwymi do wyboru herosami. Jedni charakteryzują się kocią zwinnością, inni niedźwiedzią siłą, a dzięki możliwości doboru jednego z kilku „wspomagaczy” nasz czempion może nabrać dodatkowych umiejętności. Klimat produkcji podkreślony został przez doskonałe udźwiękowienie które świetnie oddaje charakter poszczególnych lokacji, budując poczucie misji oraz związanego z nim zagrożenia.



Pod względem mechaniki i fabuły nie mamy co liczyć na jakiekolwiek fajerwerki. Postacie dysponują standardowym zestawieniem ciosów i chwytów, a głównym założeniem fabuły jest klasyczny system „idź w prawo i rozwalaj grupki przeciwników aż do BOSSA”. I nie zrozumcie mnie źle – nie traktuje tego jako jakąkolwiek ujmę. Gra jest siermiężna niczym muzyka na „Ibizach” – ma „odmóżdżyć” i dlatego tak dobrze się do niej tańczy. Poza „fabularką” dostępny jest również tryb fal w którym, czy to samodzielnie, czy wraz ze znajomym możemy mierzyć się z hordami oponentów. W MRB nie ma niestety sieciowego multi, co zdecydowanie jest największą wadą i niewykorzystanym potencjałem produkcji. Na osłodę zostają jednak achievementy, których zdobycie – szczególnie na najwyższym poziomie trudności jest szalenie satysfakcjonujące.



Mother Russia Bleeds to z całą pewnością kawał dobrze zaprogramowanego brawler-a. Choć fabuła nie powala na kolana, a brak sieciowego multiplayera spłyca rozgrywkę do kilku godzin - to z pewną psychopatyczną satysfakcją chce się wracać do tej barbarzyńsko krwistej rozrywki. Gracz czuje się bowiem „pieprzonym badassem”, który nie boi się ubrudzić sobie rączek niczym jakieś tam hitmany czy assasiny. Nie targają nim również, klasyczne dla brazylijskich tasiemców, wybory moralne. W MRB siejemy spustoszenie niczym uosobienie czterech jeźdźców apokalipsy – na dodatek w formule „cztery w jednym”, a jedyne respektowane prawo to „prawo pięści”. Nie brakuje więc trzasków łamanych kości, rozpryskujących się fragmentów mózgoczaszek czy charczenia zalewanych krwią krtani, a to wszystko za jedyne 15 euro (Steam).




Sprawdzał TK

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB